Curtin University jeden z
Uniwersytetów w najbardziej samotnym mieście świata. Zachwycił mnie od
pierwszego wejścia na teren campusu. Mimo tego, że spędzam tu już kolejny
listopad kolejnego roku, dalej jestem pod ogromnym jego urokiem. Nasze
europejskie uniwersytety mają wielowiekową tradycję. W starych budynkach naszego
krakowskiego UJ, Uniwersytetu Wiedeńskiego czy praskiego Uniwersytetu Karola
dotykamy historycznych murów, chodzimy po budynkach, które mają po kilkaset
lat, ze świadomością kim byli najwybitniejsi absolwenci. Kilka miesięcy temu
byłam w jednym z budynków UJ na Grodzkiej – surowe ściany, piękne kaflowe piece
i przestrzeń mało miła. Zimna. Jakby władze Wydziału chciały tym przekazać
swoim studentom i pracownikom – tu ważne jest coś innego (w domyśle wiedza,
poznanie), a nie to czy się tu dobrze czujecie…
Tu jest zupełnie inaczej.
Uniwersytet jest bardzo silnie
powiązany z przemysłem i innowacjami. Jest to widoczne na każdym kroku.
To największa, wielokulturowa
uczelnia w Zachodniej Australii, w której studiuje ponad 52 000 studentów
spośród których na pewno ponad 1/3 to osoby pochodzące spoza Australii (chociaż
będąc na zajęciach odnosiłam wrażenie, że więcej niż połowa to tylko czasowi
mieszkańcy tego kontynentu).
Prawdziwe miasteczko studenckie, w
którym dba się o komfort studentów i pracowników.
Oprócz stacjonarnych barów w
porze lunchu zjawiają się objazdowe busy z kuchnią z całego świata – wszak
studenci to osoby reprezentujące różne kręgi kulturowe i tym samym mający różne
preferencje kulinarne.
Na terenie Campusu są sklepy
(oczywiście księgarnie też), sklep komputerowy, poczta, bank, ale też na
przykład jest fryzjer :)
Mimo tego, że Campus to mnóstwo
budynków nie ma się tego wrażenia ani wchodząc na teren Uniwersytetu ani
patrząc na niego z góry.
Wszystko zostało bowiem bardzo mądrze zagospodarowane.
Można odnieść wrażenie, że budynki zostały wbudowane w ogromny park podzielony
na różne przestrzenie wewnętrzne. Wypełnione piękną roślinnością.
Każdy zakątek ma swój klimat i nie
przypomina pozostałych. W efekcie mimo mnóstwa studentów nie ma się wrażenia,
że jest się w tłumie ludzi. Jeśli ma się ochotę na odpoczynek w większej lub
mniejszej grupie są do tego specjalne strefy relaksu – umieszczone pod drzewami
lub zabezpieczone od słońca parasolami. Zanim studenci przyjdą na Uniwersytet cały
sztab ludzi na tej ogromnej przestrzeni zaczyna dbać o to by czuli się tu
komfortowo.
Pracownicy i studenci są tu
u siebie. I nie jest to tylko pusto brzmiący slogan, ale fakt. Nawet jako „czasowy
pracownik” mam do swojej dyspozycji oddzielny pokój, komputer, sprzęt bym mogła
w komfortowych warunkach pracować. W każdej chwili mogę pójść po papier i
materiały biurowe (bez składania zapotrzebowania w systemie SAP i czekania na
to kilka miesięcy – w nadziei, że otrzymam to co zamówiłam…). Przemiła Pani Sekretarka
sprawdza czy na pewno mam taką kawę jaką chciałam i pyta czy może w czymś
pomóc. Inny świat…
Ale wracając do
przestrzeni…
To co dla mnie jest czymś
zachwycającym (poza przyrodą) to tutejsza biblioteka. I znowu ta sama uwaga –
dla pracowników i studentów: dostosowana do ich potrzeb, oczekiwań. Ulegająca
zmianie wraz z tym co staje się istotne w kontekście korzystania ze zbiorów.
Ogromny budynek, który – mimo, że całe zbiory są zdygitalizowane – tętni życiem.
Studenci tu się uczą, spędzają czas i mają zapewnione komfortowe warunki do
pracy. Każde piętro ma swój klimat – od otwartej, kawiarniano-dyskusyjnej części
parterowej – do najwyższego piętra z wydzielonym kabinami do pracy w ciszy. Możliwość
wypożyczenia i znalezienia sobie interesującej pozycji (na bieżąco), dostęp do
komputerów, salek do pracy grupowej (bo przecież niektórzy tak wolą się uczyć).
I może to brzmi niewiarygodnie – biblioteka tuż przed i w trakcie sesji jest
czynna przez 7 dni w tygodniu, 24 godziny na dobę! Jak podkreśliła mi w trakcie
mojej pierwszej tu wizyty (3 lata temu pani kierownik) – stopniowo czas był
wydłużany, bo zauważyli, że takie są oczekiwania studentów. W efekcie od kilku
lat są dostępni dla nich w tym „gorącym” czasie non stop…
I jeszcze na koniec zdjęcie z biblioteki przyszłości – bo i taka część tu jest.
W zasadzie mogłabym pisać
jeszcze długo o samej przestrzeni campusu – bo dzieje się tu też dużo w
zakresie kultury sztuki. Są organizowane festiwale, wystawy… A wszystko to po to, by w odpowiednim
klimacie lepiej się uczyło i pracowało… Nie przeniesiemy do naszych warunków
australijskiej przyrody. Nie chodzi też o bogate wyposażenie i zaplecze do
prowadzenia dydaktyki... warto byłoby
jednak pomyśleć o tym co zrobić, by studenci i pracownicy czuli się dobrze w
przestrzeni swoich uczelni. By nie mieli poczucia, że są w różnych miejscach uniwersytetu
intruzami… ale to temat do innej dyskusji
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz