Kilka lat temu toczyliśmy z moim Przyjacielem dyskusje na
odległość o tym czym jest szczęście. W zasadzie nie wiem czy była to dyskusja,
czy raczej rozmowa kierowana, w której temat miał mnie pobudzić do myślenia o
tym co daje mi poczucie szczęścia i jak je pojmuję. Po jednej z takich rozmów,
gdy siadła bateria z przesilenia ;) siadłam i ja i napisałam pewien pozornie
żartobliwy wierszyk z receptą w tytule. Nieco później powstała „bajka”.
Kilka tygodni temu dostałam do poczytania książkę dotyczącą
tego samego, pisaną po czesku. Inny język, ale te same rozważania i klimat do
refleksji.
Dzisiaj zatem zapraszam do lektury nieco innej
***
Szaro-stalowy puch mienił się srebrzyście. Opalizował blaskiem w promieniach słonecznych. Na jednej z chmurowych platform siedzą dwa Anioły – jeden starszawy znudzony, a może po prostu zmęczony anielską wędrówką, drugi młody – niecierpliwy i zamęczający pytaniami: po co? dlaczego? jak? Ten starszy, wyraźnie mający dość młodszego stara się znaleźć mu jakieś zajęcie by ten dał mu na chwilę anielski spokój...
– Popatrz na ziemię – widzisz ile tam jest ludzi? Chodzą, jedzą,
cieszą się, smucą. Dni im mijają. Czasem czegoś szukają. Czasem to znajdują.
Jednym jest łatwiej, gdy są osobno, inni ciągle szukają swojej połówki. Czegoś
im ciągle brak, po nocach snują się bezdrożami z włączonym światełkiem
serdecznym i wypatrują...
– Ale dlaczego – zapytało pachole anielskie – po co szukają?
Wokół nich tylu ludzi... co mają w sobie owe połówki, że warto, że ich ciągle gdzieś
pcha, goni, bezdrożami codzienności?
– To trudne pytanie – zamyślił się senior Anioł – i za każdym
razem odpowiedź jest inna, tak jak inna jest całość złożona z tych dwojga
szczęśliwców. Jedno znajdują zrozumienie, jedność pasji, zainteresowań. Inni
mogą w swoim dopełnieniu lokować ogrom troski – bo jedna cząstka ma jej
mnóstwo, a drogiej tego brak... Tak... – Anioł pokiwał siwa głową – za każdym razem
jest inaczej...
– To dlaczego nie wszyscy szukają? Dlaczego świat pełen jest
par, które są ze sobą, ale owego spełnienia w nich nie ma? Zamyślił się sędziwy
Anioł nad pytaniem młodzika...
– Dlaczego? Widzisz, gdy szukasz szczęścia możesz znaleźć jego
iluzję w różnych rzeczach – dla jednych jest nim spokój, dla innych
przyjemności życia. Niektórzy gubią się w zdobyczach materialnych, inni
zatracają w szaleńczym tempie życia. Zapominają przy tym co jest ważne i
starają się zgasić tą tętniącą tęsknotę w sobie. Nie mówią o tym. Nie myślą.
Ich serca przysypuje proch codzienności, rutyna i przetrwanie. Wielu ich.
Spójrz Ręka Anioła zatoczyła łuk, a spod jego dłoni, niczym wielka bańka
mydlana pojawił się obłok, który w przeźroczystości ukrywał magię, by pokazać
więcej i bliżej...
Z trwożnym podziwem popatrzył młody Anioł na swego starszego
kolegę, a potem wzrokiem powiódł po nowym horyzoncie. Zobaczył mnóstwo osób, pędzących
niczym wartki potok z miejsca na miejsce. (Z punktu a do punktu b, jak w
anielskim zadaniu o mijaniu się dobroczyńców i grzeszników.) Ich serca nie
świeciły jasnym blaskiem, z trudem odszukiwał słabe drżące światełka, ukryte
pod mnóstwem „niezmiernie ważnych spraw”.
– I co widzisz? – z lekkim uśmiechem na ustach zapytał Anioł. Młody
Anioł spojrzał.
Miał wrażenie, że naraz jest w tysiącu ciał. Jego umysł
ogarniał tysiąc ziemskich żywotów. Jednocześnie czuł niepokój związany z pracą
młodej asystentki ważnego kierownika i brak miejsca w kalendarzu na spotkanie z
kolegą ze studiów studenta dorabiającego w biurze prawnika. Widział niepokój
matki o swoje uczące się dzieci i czuł ile zabiegów jest przed nią by zaspokoić
ich nieustanne pragnienia pieniędzy. Doświadczał koszmaru bycia znanym politykiem,
który z przyklejonym uśmiechem zabiegał o względy nielubianych ludzi... czuł...
Bolało... Z trudem odnalazł się w swoim anielskim jestestwie...
– Nie wiem... Szaro jakoś, i tak... Jakby czas w nich
przyspieszał, a oni ciągle mieli go mało. Dla siebie, dla innych... Ale to nie
czas przyspiesza tylko oni zapomnieli jak go spowolnić i kręcą wskazówkami
zegara w niewłaściwą stronę. Chcą zwolnić, a wskazówki nadają tempo... Och
słabo mi...
Pacholę anielskie oderwało wzrok od ziemskiego świata nieco
pobladłe i zmęczone. Żal się zrobiło doświadczonemu Aniołowi. Jeszcze raz
powiódł ręką...
– Znajdź Ich...
Anioł spojrzał w głąb miasta. Serca pulsowały w różnym rytmie,
każde świeciło mocniej lub słabiej, ale tylko z jednego miejsca biła dziwna
ciepła poświata. Migocząca niczym poranne słońce złocące się pierwszym
promieniem na chmurze. Ciesząca wzrok i rozgrzewająca serce...
– Są! – Zakrzyknął radośnie młodzik, dumny ze swego
znaleziska...
Siedzieli na ławce. On trzymał jej rękę i patrzył na nią z czułością.
Ona okruchami karmiła gołębie, które zlatywały się zewsząd z całego parku do
nich. Do tej ławeczki. Kawałka przestrzeni, okraszonej uśmiechem i ciepłem.
– Starzy... niewiele im zostało czasu. - Zasmucił się
młodzik...
– Popatrz na nich. Nie patrz na ich zmarszczki. Nie zerkaj
kątem oka na klepsydrę czasu... Co widzisz?
– Spokój. Ciepło i... SZCZĘŚCIE...
***
W czym kryje się owo magiczne „szczęście”?
Ciągle można pragnąć więcej i więcej, by zmienić samochód na
lepszy, by nadążyć za nowinkami technicznymi, by status był wyższy... Tylko czy
w tym ukryte jest szczęście? czy nie jest to poganianie zegara, przyspieszanie
wskazówek by „kiedyś” było lepiej... Tylko czy owo „kiedyś” nadejdzie? Czy
przyjdzie chwila, w której staniemy i powiemy „dość”? Czy nie będzie to tylko
chwila na złapanie oddechu, ale nie będą Nasze ciała potrafiły wytrwać w tym
nowym stanie, nawykłe do ciągłej pogoni?
Odkładamy bycie szczęśliwymi upatrując go w przyszłości. Zapominamy, że kryje się w drobnych rzeczach, sprawiających nam radość lub dających powód do radości bliskim nam osobom. Dobrze jest bowiem współdzielić szczęście, ale jak lubimy je przeżywać w samotności to też nic w tym złego
Ciągle szczęścia szukamy, rozpaczliwie chcemy je zatrzymać,
a ono się wymyka nam z rąk jak piasek z zaciskanej coraz mocniej dłoni. Im
bardziej chcemy zatrzymać tym bardziej ucieka...
Każdy sam definiuje
to co nazywa „szczęściem”... a z drugiej strony tak łatwo odbieramy innym prawo
do bycia szczęśliwymi, bo chcemy by żyli według naszego przepisu na szczęście. By
realizowali się w przypisanych rolach – matek/ojców, żon/mężów. By posiadali ten sam status, bo inny - zwłaszcza niższy "na pewno nie daje szczęścia"... Bez
zastanowienia negujemy inne pojmowanie szczęścia, bezrefleksyjnie
dyskredytujemy tym samym cudze życie.
Warto pozwolić sobie na bycie szczęśliwym. Warto innym nie odbierać prawa do własnego szczęścia...
I jeszcze mały suplement: pół żartem/pół serio ;)
Recepta
na szczęście ;)
Ktoś mi kiedyś powiedział: na
szczęście recepty szukaj
Chodź, wymyślaj, gdy uznasz, że tam
jest – śmiało pukaj.
Recepta na szczęście – łatwo tak
jest powiedzieć,
Tylko gdzie ja mam szukać – kto może
to wiedzieć?
Samo słowo „recepta” w medycynie
znane,
Oznacza pewne leki skrzętnie
zapisane.
Już w Internecie sprawdzam spis
dobrych lekarzy.
Pytam również na Forum – czy mi ktoś
poradzi.
Wybór padł na lekarza z aparycją
przemiłą
Który słucha ponoć pacjentów i nie
leczy ich siłą.
Poprosił do gabinetu, na fotel
posadził
I dopytał skąd ja tu, kto mi Go
poradził…
Wyjaśniłam rzeczowo, opisałam drogę
I na koniec mu mówię: doktorze nie
mogę!
Mam poszukać recepty – na szczęście
spis leków –
Nie śmiej się specjalisto! Ratuj
lepiej człeku!
Z trudem śmiech swój lekarz
opanował,
Potem wiedzą medyczną zaszpanował.
Pokazał dyplomy, spisy specjalizacji
I powiedział, że nie śmiał się tak
zdrowo – chyba od wakacji.
Że było mu miło ze mną pogawędzić,
I mógłby ze mną cały wieczór
spędzić…
Lecz recepty na szczęście wypisać mi
nie może.
Niechaj inny fachowiec raczej mi
pomoże.
Pomyślałam sobie – nie lekarz!
Konował!
Widocznie na wykładach dobrze nie
notował.
Pobiegłam do drugiego – w medycynie
znany specjalista:
Ten na pewno wie – jaka jest na szczęście
leków lista.
Pan już był starszawy – w życiu
zaprawiony
(ponoć szybko pochował swe kolejne
żony ;p)
Lecz na moją prośbę wyraźnie
strapiony
Potarł swoje lico, ręce załamywał.
W księgach starych coś szukał,
czegoś wypatrywał.
Głosem wreszcie tak drżącym jak
listek na wietrze
Słowami zaczął przeszywać – jakby
ciął powietrze:
Recept na szczęście nie zna żaden z dawnych lekarzy
Żaden też i z młodzików pisać jej się nie waży.
Szczęście bowiem masz w sobie – pewno mocno skryte.
Klucz Ci tylko potrzebny – słowa te miej wyryte.
Recept zatem nie szukaj u farmaceuty, lekarza –
Gdyby do głowy Ci przyszło pójść do aptekarza…
Szukaj klucza ma droga – w kalendarzu motto napisz:
A wierzę, że w końcu na nie w życiu trafisz…
Z myśli natłokiem swoich gabinet
opuściłam
Zastanawiając się jakie błędy
popełniłam.
By zamiast recepty teraz poszukiwać
klucza
Tak bowiem brzmiały słowa tego co
pouczał.
Dałam więc ogłoszenie, baner wisi na
oknie:
Ślusarz spec od zamków, kluczyków i
kluczy.
Poszukiwany pilnie – by mnie czegoś
nauczył.
Szukam zatem ślusarza – co biegły
jest w dziele
By klucz mi taki dorobił – pewnie ma
ich wiele.
Dzisiaj jednak ślusarstwo powszechne
nie jest wcale,
A tam pewnie gdzieś siedzi moje
szczęście małe.
Czekając na odgłos klucza w zamku
kręconego,
By wypuścić je z pomieszczenia dawno
zamkniętego.
Siedzi, czeka i marznie, wygląda
świateł blasku…
A w zamku jak nie było tak nie ma
wciąż trzasku…
Chyba zamiast ślusarza poszukam
złodziei.
Trzeba bowiem czasami trzymać się
nadziei.
Złodziej ma bowiem wprawę w
zastępowaniu kluczy
To czynność, której cech złodziejski
uczy.
Tylko czy szczęście „gwałtem”
wypuszczone
Moje będzie czy raczej
jakby-ukradzione?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz