wtorek, 14 listopada 2017

O Black-boyach słów kilka



Jednym ze stałych elementów tutejszego krajobrazu są drzewa trawiaste, które nazywane tu są Black-boys. Nazwa jest związana z doszukiwaniem się podobieństwa kwitnących drzewek do wyglądu Aborygena trzymającego włócznię. Inaczej mówi się na te gatunki drzewek trawiastych – Ogon Kangura. Podobno jest wiele odmian tych roślin – słyszałam, że ponad 30, ale nie wiem jak je się rozróżnia… Ciekawe jest to, że ta roślina bardzo wolno rośnie około 1-2 cm na rok i może dożywać nawet 600 lat. Przy czym to tempo jest różne dla różnych gatunków i tego samego wzrostu może być jedno drzewko trawiaste mające 20-30 lat co inne, które ma ich na przykład 100.



Często widuję w przydomowych ogródkach posadzone drzewka, które rzeczywiście wyglądają bardzo efektownie. Podobno większość sprzedawanych drzewek trawiastych to rośliny wzięte z buszu, które są bardzo drogie a w dodatku często obumierają (co ciekawe nie od razu, a najczęściej po 3-4 latach).
Trudno mi sobie wyobrazić, że ta roślina była i jest wykorzystywana przez Aborygenów na różne sposoby (dzisiaj zresztą już nie tylko przez Aborygenów). Z tej widocznej na zdjęciach łodygi kwiatowej wyrabiano trzony włóczni. Moczone w wodzie kwiaty sprawiają, że woda nabiera słodkiego, miłego dla podniebienia smaku. Podobno można również po sposobie ułożenia kwiatów określić kierunki (tak jak u nas po usytuowaniu mchu na pniach drzew…). Przede wszystkim jest jednak a roślina źródłem żywicy – dziś wykorzystywanej na skalę przemysłową.



Przede wszystkim jest dla mnie jednak Black-boy niezwykły z innego powodu – to swoisty Fenix 
odradzający z się z popiołu… Podczas pożaru buszu trawiaste drzewka nie tylko przeżywają 
(stąd ta szansa na taką długowieczność), a wypalenie powoduje charakterystyczny kolor 
pnia i wygląd drzewek. Pożar stymuluje rośliny do kwitnienia… Niezwykłe prawda?
 
 
 
Sami widzicie, że może nie jest to spektakularne drzewo z pięknymi kwiatami, 
ale sposób jego funkcjonowania, zdolności do przeżycia są swego rodzaju cudem natury :)

3 komentarze:

  1. Przeczytane ;-) Pozdrowienia dla kangura ze zdj.4 ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawe obserwacje; sięgają obszaru, pułapu wykraczającego poza dendrologię, botanikę, ogniotrwałość. Australię ubogacają paradoksy, dzięki nim rozumiemy lepiej nasze zamożności, nagromadzenie i wygibasy. Okazuje się, że reguła powolnego wzrostu obowiązuje powszechnie, a kangury są tego najbardziej doniosłym przykładem. Słynna hibernacja zarodków śmieje się z nas i do nas na całego. Pozdrawiam PrzedborzAnko

    OdpowiedzUsuń