wtorek, 14 kwietnia 2015

Apel - Pomoc dla polskiej szkoły w Perth

    Szanowni Państwo,

    Wiem, że trafiają do Was liczne prośby o pomoc, wsparcie… zwracam się z nietypową prośbą o podzielenie się swoimi książkami, materiałami edukacyjnymi lub wiedzą... Poniżej rozwijam swoją informację szerzej. W pierwszej części informuję o tym czego dotyczy akcja, w drugiej piszę szerzej o adresatach – Uczniach, Rodzicach i Nauczycielach z maleńkiej szkoły polskiej w Perth (Australia). Dla tych, których nuży długie czytanie postaram się wszystko przedstawić w pigułce, ale zachęcam do lektury całości :) Z góry dziękuję za życzliwość i proszę o udostępnianie mojego apelu dalej – to również jest forma wsparcia, bo im więcej odbiorców tym większa szansa, że znajdą się Osoby, które odpowiedzą na mój apel.
    Pozdrawiam serdecznie


    Dla kogo i dlaczego?

    Tak jak napisałam powyżej – adresatami są Uczniowie, Rodzice i Nauczyciele polskiej szkoły w Perth. Jest to szkoła nietypowa – samotna polska szkoła w najbardziej samotnym mieście świata (piszę o tym w drugiej części – opisowej). Dzieci mają do dyspozycji książki, które mogłyby być w zasadzie obiektami muzealnymi – są to lektury z lat 50. a najnowsze z połowy lat 70. ubiegłego stulecia… nauczyciele to wolontariusze – osoby , które poświęcają wolny czas na pracę z dziećmi, ale nie mają w tym zakresie wsparcia, np. merytorycznego. To, że szkoła istnieje to zasługa Rodziców, którzy chcą by ich dzieci miały kontakt z językiem polskim. Uwierzcie – nie jest to łatwe, bo zajęcia są realizowane w soboty, gdy inne dzieci spędzają czas na rozrywkach, spotkaniach – a im przychodzi siedzieć w tym czasie w niezbyt przytulnych murach budynku, w którym realizowane są zajęcia...

    Co zbieramy • książki dla dzieci i młodzieży (ale na pewno interesujące lektury dla starszych też będą mile widziane),
    • materiały metodyczne dla nauczycieli – zwłaszcza z języka polskiego, historii, treści odnoszących się do Polski (kultury, życia społecznego, geografii, przyrody),
    • gry edukacyjne,
    • będę wdzięczna za podesłanie mi linków do stron, które uznajecie Państwo za warte polecenia dzieciom i młodzieży, które zawierają treści edukacyjne.
    Jeśli zdecydujecie się Państwo pomóc bardzo proszę o nadesłanie książek/materiałów na mój adres:

    Anna Gajdzica
    ul. Bielska 62
    43-400 Cieszyn
    Uniwersytet Śląski

    i jeszcze jedno – gdybyście Państwo zechcieli cokolwiek napisać dzieciom na osobnej kartce włożonej do książki... Kilka słów zachęty do lektury, pozdrowień… Myślę, że każda z takich książek niosłaby dodatkową wartość i dawała świadomość, że jest to dar od Kogoś dla nich…

    *******
    Pozwólcie, że opiszę Wam nieco szerzej to co związane jest z moim kontaktem z polską szkołą w Perth.

    Od wielu lat zajmujemy się w naszym Zakładzie kwestiami związanymi z sytuacją Polaków mieszkających poza granicami naszego kraju. W sposób szczególny interesuje nas sytuacja szkół z polskim językiem nauczania. Stąd wielokrotnie, w ramach realizowanych badań, odwiedzałyśmy takie placówki w różnych miejscach Europy. Do Australii zawędrowałyśmy z moją Przyjaciółką Ewą w ramach realizowanego innego projektu. Nie mogłyśmy jednak nie spróbować zobaczyć jaka jest sytuacja polskiej szkoły, o której znalazła Ewa informacje w sieci. Na maila odpowiedziała Pani Dyrektor, wyraziła bez problemu zgodę na nasz przyjazd, przeprowadzenie badań itd. Jadąc do Polskiej Szkoły Sobotniej im. Adama Mickiewicza nie sądziłyśmy, że przeżyjemy tego rodzaju zaskoczenia i że ten poboczny nie jako (w związku z zasadniczym realizowanym projektem) temat stanie się dla nas tak ważny.

    Miejsce

    Pierwszym zaskoczeniem był budynek szkoły – tuż przy pięknej parafii i kościele polskim stoi Dom Polski rodem z XIX wieku – sam jego widok zwłaszcza w porównaniu z sąsiedztwem (np. z budynkiem naprzeciwko, w którym mają swoją siedzibę stowarzyszenia rosyjskie i czeskie) jest z lekka szokujący. To tu, w każdą sobotę, przyjeżdżają dzieci, których Rodzice chcą by uczyły się języka polskiego. Jak na ponad 15 tysięczną społeczność Polaków nie jest ich wiele. Powód – wielu Polaków uważa, że jest to dodatkowe obciążenie dzieci, a nauka polskiego w niczym w życiu im się nie przyda. Ci, którzy sądzą inaczej przywożą swoje dzieci czasem z bardzo odległych części miasta i spoza niego.
    Nie należy oceniać książki po okładce – sądziłam zatem, że o ile zewnętrzna forma szkoły jest niezbyt przyjemna zaskoczy mnie miło to co w środku – niestety… Zarówno wystrój budynku, jak i pomieszczenia odzwierciedlały to co na zewnątrz. Wyblakłe plakaty z lat 60. i 70., pożółkłe zdjęcia, gabloty, meble – wszystko jak w muzeum. Szkoła jest tu organizowana gościnnie – nie ma swojej siedziby, korzysta z udostępnionych sal, które na pewno nie są dostosowane do pełnienia swojej edukacyjnej funkcji. W jednej przestrzeni dużej sali uczą się jednocześnie 3-4 klasy – oddzielone prowizorycznie postawionymi kotarami. Komfort pracy zerowy – bynajmniej nie ze względu na to, że ktoś inny słucha tego co się dzieje za kotarą, ale ze względu na hałas, nieustanny szum – w jednej klasie coś śpiewają, w drugiej recytują, w kolejnej czytają, a jeszcze w innej mają zadania wymagające skupienia – wszystko odbywa się tak naprawdę w jednej przestrzeni. Do tego rodzice, którzy w pomieszczeniu połączonym z salą przygotowują dla dzieci drugie śniadanie i biegające wszędzie młodsze dzieci (nie było grupy przedszkolnej, a rodzice przywożąc dzieci do szkoły muszą zabrać również ze sobą młodsze dzieci, które biegają od jednej „sali” do drugiej…). Uczenie w klasie łączonej to bułka z masłem – bycie nauczycielem w tej szkole – to autentycznie jazda bez trzymanki! A więc…

    Nauczyciele

    Tak jak napisałam wcześniej – nauczyciele to wolontariusze. Niezwykłe Osoby, które postanowiły poświęcić swój wolny czas uczeniu dzieci języka, kultury i wiedzy o Polsce. Pracują za darmo, własnym sumptem przygotowując i organizując pomoce. Trudno sobie wyobrazić ich sytuację, trudno opisać to jak pracują – a jednocześnie to faktycznie Osoby pełne zapału i chęci do pracy. Pisałam o tym, że Perth to samotne miasto. Polska Szkoła to oaza osamotnionej polskości – funkcjonuje od 1952 roku, a dopiero w ubiegłym roku nowa Pani Dyrektor dowiedziała się, że mogą starać się o wsparcie i otrzymywać np. darmowe podręczniki. nauczyciele nie maja wsparcia metodycznego (bardzo im tego brakuje, bo często mają problem z tym jak uczyć dzieci języka polskiego skoro jest to ich drugi język), nie są to specjaliści filolodzy, do tego nie wiedzą, gdzie szukać wsparcia (to często Osoby starsze, które nie potrafią wyszukiwać określonych informacji, ale jak sami mówili – chętnie się dowiedzą, doczytają tylko muszą wiedzieć gdzie tych informacji szukać – stąd moja prośba o linki do stron wartych polecenia). To szkoła do której po raz pierwszy (mimo jej ponad 60 lat) w dniu, w którym my do niej przyjechałyśmy przyjechał również ambasador… W tej części Australii nie ma żadnej polskiej placówki dyplomatycznej… Nauczyciele są zmuszeni wykorzystywać takie materiały, jakie są w ich posiadaniu –zaobserwowany przykład: lekcja przygotowana przez Pana Tomka (student z UMCS, który na rok przyjechał do Perth, w którym pracuje i postanowił również pomóc w polskiej szkole). Temat: Flora i fauna Polski – pan Tomek ciekawie opowiadał, dyskutował z dziećmi, jednym z omawianych zwierząt był żubr, który wzbudził u dzieci sporo emocji, by go pokazać przyniósł z biblioteki jedyny album z 1956 roku (sprawdziłam, bo jakość fotografii była dla mnie szokująca). Generalnie polska i polskość mam wrażenie tak właśnie się dzieciom kojarzy… mało atrakcyjnie mimo wysiłków Rodziców, a więc…

    Rodzice

    To chyba najwspanialsze moje australijskie doświadczenie – spotkanie tak fantastycznych Ludzi. Rodziców, którzy całym sercem się angażują w życie szkoły, którzy tak żarliwie potrafią opowiadać o tym jak pracują ze swoimi dziećmi by te czuły się Polakami. I tu od razu złamany stereotyp – zazwyczaj twierdzi się, że to matki tak mocno się angażują, tymczasem tam Ci najbardziej zaangażowani, tworzący Radą Rodziców, to ojcowie. Ich żony dbają by dzieci mówiły w ich języku, a oni dokładają wszelkich starań by również posługiwały się językiem polskim i posiadały jak najlepsza wiedzę o tym co się z Polska kojarzy, wiąże. To było niezwykłe jak opowiadali o tym jak codziennie od chwili urodzenia dzieciom czytają polskie bajki, puszczają polskie utwory muzyczne, jak sami poszuka informacji o tym, że warto by dziecko było bilingwalne. Z drugiej strony opowiadali o tym co im doskwiera – brak właśnie wsparcia, szukania po omacku, tego, że chcą by szkoła kojarzyła się dzieciom jak najlepiej by chciały tu przychodzić, ale że to trudne, bo warunki… Niezwykli Ludzie, a ich dzieci…

    Dzieci 

    Wszyscy przyjęli nas w szkole bardzo serdecznie – również uczniowie, którzy wypytywali nas o wiele spraw, interesowali się tym co robimy w Australii, jak nam się tu podoba, ale również pytali o Polskę. Młodsi o kwestie typu – w co się bawią dzieci i jaka jest polska szkoła, starsze również o możliwości studiowania w Polsce, relacje z nauczycielami, perspektywy Polaków. W szkole są uczniowie, którzy wyjeżdżają od czasu do czasu do Polski, ale są również tacy, którzy nie mają już w Polsce nikogo bliskiego by tam jechać (3 pokolenie imigrantów). I tu kolejny obrazek – jednej z wzorowych uczennic, pięknie mówiącej po polsku Justynki (nie pamiętam czy miała 12 czy 14 lat). Justynka należy właśnie do tych osób, których przodkowie dotarli do Perth po II wojnie światowej ( z Armii Andersa). bardzo lubi czytać i każda wolna chwilę gdy tylko zrobiła zadanie polecone przez Pana Tomka poświęcała na czytana ukradkiem książkę. Wywiązała się rozmowa w związku z tym – bo powinna poświęcić ten czas na szlifowanie polskiego a tu angielska książka adresowana do nastolatek. Justynka mnie spytała – czy w Polsce też są takie książki? No właśnie – gdyby bibliotek zawierała różne pozycje, atrakcyjne dla dzieci i młodzieży to jestem pewna, że sięgali by oni chętniej po takie lektury i kształcicieli nie tylko umiejętność czytania, ale bogacili zasób słownictwa i patrzyli na Polskę nie tylko jak na obiekt muzealny Emotikon wink

    I jeszcze jedno – poniżej zamieszczam fragment listu od Pana Przemka – jednego z Rodziców

    „(…) Widziały Panie różne szkoły polonijne więc mają Panie porównanie jak nasza szkoła wypada na tle innych. Myślę, ze dotacje i różnego rodzaju pomoc jest bardziej dostępna dla szkol polonijnych na Białorusi, Ukrainie, czy innych biedniejszych krajach. Natomiast pomoc dla szkoły w Australii? To bogaty kraj, na pewno sobie poradzą - myślę, ze tez w jakiś sposób jesteśmy tak postrzegani. Na pewno musimy starać sie o fundusze i pomoc zarówno od polityków australijskich, jak też od konsulatu i ambasady polskiej.
    Nasi nauczyciele pracują prawie za darmo - jest to praca prawie wolontaryjna. W klasach są dzieci, które mówią po polsku całkiem dobrze i dzieci, które nie mowa po polsku prawie w ogóle. Dużo zależy od rodziców. Jeśli rodzic mówi do dzieci w domu po polsku i czyta bajki, puszcza filmy polskie to wtedy widać rezultaty. Jeśli rodzic mówi do dziecka na co dzień po angielsku i przysyła dziecko do polskiej szkoły na 3.5 godziny w sobotę to nauczyciel tez za dużo nie zdziała. Według mnie dla dzieci, które nie mówią po polsku w ogóle powinien być zorganizowany kurs języka polskiego i dopiero po osiągnięciu pewnego etapu mogłyby one zostać przydzielone do odpowiednich klas.
    Jako rodzice, tez powinniśmy pokazać dzieciom, ze język polski jest przydatny. Powinniśmy spotykać sie z innymi polskimi rodzicami i ich dziećmi by nasze dzieci mogły tez rozmawiać miedzy sobą po polsku - nauka przez zabawę.”

    Mądrę słowa mądrego Ojca i fantastycznego Człowieka, który za wszelką cenę chce by Jego dzieci – wychowywane w polsko-japońskiej rodzinie (o ile się nie mylę), mieszkające w Australii posługiwały się piękną polszczyzną i posiadały aktualną wiedzę o Polsce.
    Bardzo proszę Was o wsparcie. Chcemy wysłać do Australii jak najwięcej książek, materiałów metodycznych i gier edukacyjnych. Pomóc nauczycielom by wszyscy Ci fantastyczni Ludzie – Nauczyciele, Rodzice, a przede wszystkim Dzieci poczuły, że nie są osamotnieni w swojej polskości, a mimo ogromnej odległości dzielącej ich od Ojczyzny mogą liczyć na wsparcie w ich dążeniach, a ich samotność to tylko kwestia położenia geograficznego...

    Zdjęcie użytkownika Anna Gajdzica.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz