poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Spotkanie przy/na talerzu ;)

Kochani,

powtarzają się pytania o jedzenie i prośby o opis kuchennych (r)ewolucji. Od razu zaznaczam - kangura nie jadłyśmy i nie wiem czy chcemy degustować go w takiej postaci...

Wyjeżdżając do Australii bałam się, że ich związki z Anglią zaowocują (niestety) i w tej sferze. Na szczęście na sympatii do Królowej i nieszczęsnym lewostronnym ruchu, analogie z Wyspami się kończą - jedzenie jest, ku mojej uldze, strawialne ;) Nie wiem jednak na razie czym jest typowa kuchnia australijska (no właśnie poza, np zupą na ogonie kangura i stekami z kangura, które notorycznie są przyrządzane przez naszych współlokatorów). Na terenie campusu jest jedno duże centrum z barami (nie wiem dokładnie iloma, ale jest ich sporo), ale dodatkowo przy poszczególnych skwerach przystają samochody z jedzeniem. Są takie przykłady na zdjęciach wśród załączników - każdy z nich serwuje coś innego - jest samochód z chińskimi pierożkami, włoskimi pastami czy azjatyckimi mieszankami z ryżem.

Widzicie zatem, że odpowiedź na pytanie co jadają studenci Curtin Uniwersity? Brzmi: WSZYSTKO. Kuchnia z całego świata :)Są bary z fast foodami - tu jednak, np kebab oznacza kawałki kilku centrymetrowe mięsa i wybór sałatek zawijanych w pieczywo. Są i hamburgery (tych nie próbowałam i nie zamierzam, bo nie lubię;). Mają nawet swój odpowiednik McDonalda czy KFC - malowniczo nazwanego Red Rusterem :)

Najwięcej jest widocznej kuchni azjatyckiej - ma to jednak silny związek z tym, ze azjatyckie mniejszości w sposób zdecydowany dominują na terenie Australii. Jest mnóstwo osób z Chin i Japonii (z tego powodu wśród języków dodatkowych - poza angielskim - są w szkołach do wyboru japoński i mandaryński). Widać to również w sklepach - w naszym osiedlowym niewielkim jedna część to same rzeczy do przyrządzania typowych dan azjatyckich. Przyprawy, słoiczki z czymś czego nie potrafimy zidentyfikować, mnóstwo saszetek, pudelek, puszek i toreb z rzeczami, po które nie sięgamy, bo nie wiemy co z tego może wyjść ;)

Próbowałyśmy na festynie indyjskim w Perth i specjałów tej kuchni, ale dalej sią utwierdzam w przekonaniu, ze niezbyt mi taka mieszanka przypraw - bez względu od miejsca degustacji - przypada do smaku. Gotowe jedzenie jest bardzo drogie. Zjedzenie najtańszego kebabu to wydatek rzędu 7-8 dolarów. Wczoraj byłyśmy na stołówce, gdzie można na wybranym stoisku wybrać sobie do plastikowego pojemnika, np ryż i dodatki - to wydatek około 9-10 dolarów, w takiej samej cenie bar sałatkowy i porcja jak na zdjęciu. Do tego woda (3 dolary). Smakowo (cytując naszą Basię Kochaną) - szału nie ma dupy nie urywa ;)) 

Gotujemy też co nieco same - sałatki, sosy na bazie posiadanych składników, do tego ryż lub makaron i jakieś mięso. Tęsknie za polskim, domowym jedzeniem! dzisiaj oglądałam menu naszej uniwersyteckiej stołówki - p. Emanuel zrobiłby tu furorę z naszymi potrawami - dzisiaj krem brokułowy z grzankami, do wyboru pierś z kurczaka z pieczarkami lub wieprzowina w sosie myśliwskim...  do tego kompot... - wydatek około 3 AUD. Może macie zimniej, ale jakie możliwości jedzenia pysznych rzeczy! 

Co do trunków - w pierwszym dniu naszej tu obecności poszłyśmy coś spróbować zjeść w jednej z campusowych restauracji i napić się lokalnego piwa. Poprosiłyśmy oczywiście o typowe australijskie piwo. Sympatyczny barman najpierw nas zmierzył wzrokiem, potem się uśmiechnął i powiedział: drogie panie nie polecam! Australijskie piwo jest tanie, ale strasznie niedobre. Nie warto próbować... I nalał nam innego - chyba Hainekenna. Tak wiec już wiecie - jeżeli chcecie wyznaczyć światowy szlak piwny omijajcie Australię, bo w tym zakresie nawet lokalsi twierdzą, że nie warto (nie mniej jednak jak tylko znajdziemy sklep z alkoholami to kupimy 1 butelkę i spróbujemy, bo przecież mógł nas Chłopak wpuszczać w maliny i przejdą nam koło nosa dzikie doznania smakowe :)
To tyle na dziś relacji. W następnym odcinku o Ewie i Ani, którym żyć przyszło pod dachem z 4  facetami ;) lub aborygeńskie  spotkania (temat do wyboru - czekam na glosy)

 
Ps. Zapomniałam dodać coś o mojej chińskiej rodzinie - ich życie głównie toczy się przy stole i kręci wokół jedzenia. Nasi współlokatorzy też pichcą, ale to przy innej okazji ;)
Zasyłamy moc serdeczności

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz