powtarzają się pytania o jedzenie i prośby o opis
kuchennych (r)ewolucji. Od razu zaznaczam - kangura nie jadłyśmy i nie
wiem czy chcemy degustować go w takiej postaci...
Wyjeżdżając do
Australii bałam się, że ich związki z Anglią zaowocują (niestety) i w
tej sferze. Na szczęście na sympatii do Królowej i nieszczęsnym
lewostronnym ruchu, analogie z Wyspami się kończą - jedzenie jest, ku
mojej uldze, strawialne ;) Nie wiem jednak na razie czym jest typowa
kuchnia australijska (no właśnie poza, np zupą na ogonie kangura i
stekami z kangura, które notorycznie są przyrządzane przez naszych
współlokatorów). Na terenie campusu jest jedno duże centrum z barami
(nie wiem dokładnie iloma, ale jest ich sporo), ale dodatkowo przy
poszczególnych skwerach przystają samochody z jedzeniem. Są takie
przykłady na zdjęciach wśród załączników - każdy z nich serwuje coś
innego - jest samochód z chińskimi pierożkami, włoskimi pastami czy
azjatyckimi mieszankami z ryżem.
Widzicie zatem, że odpowiedź na pytanie co jadają studenci Curtin Uniwersity? Brzmi: WSZYSTKO. Kuchnia z całego świata :)Są
bary z fast foodami - tu jednak, np kebab oznacza kawałki kilku
centrymetrowe mięsa i wybór sałatek zawijanych w pieczywo. Są i
hamburgery (tych nie próbowałam i nie zamierzam, bo nie lubię;). Mają
nawet swój odpowiednik McDonalda czy KFC - malowniczo nazwanego Red
Rusterem :)
Najwięcej jest widocznej kuchni azjatyckiej - ma
to jednak silny związek z tym, ze azjatyckie mniejszości w sposób
zdecydowany dominują na terenie Australii. Jest mnóstwo osób z Chin i
Japonii (z tego powodu wśród języków dodatkowych - poza angielskim - są w
szkołach do wyboru japoński i mandaryński). Widać to również w sklepach
- w naszym osiedlowym niewielkim jedna część to same rzeczy do
przyrządzania typowych dan azjatyckich. Przyprawy, słoiczki z czymś
czego nie potrafimy zidentyfikować, mnóstwo saszetek, pudelek, puszek i
toreb z rzeczami, po które nie sięgamy, bo nie wiemy co z tego może
wyjść ;)
Próbowałyśmy na festynie indyjskim w Perth i specjałów
tej kuchni, ale dalej sią utwierdzam w przekonaniu, ze niezbyt mi taka
mieszanka przypraw - bez względu od miejsca degustacji - przypada do
smaku. Gotowe jedzenie jest bardzo drogie. Zjedzenie najtańszego
kebabu to wydatek rzędu 7-8 dolarów. Wczoraj byłyśmy na stołówce, gdzie
można na wybranym stoisku wybrać sobie do plastikowego pojemnika, np ryż
i dodatki - to wydatek około 9-10 dolarów, w takiej samej cenie bar
sałatkowy i porcja jak na zdjęciu. Do tego woda (3 dolary). Smakowo
(cytując naszą Basię Kochaną) - szału nie ma dupy nie urywa ;))
Gotujemy też co nieco same - sałatki, sosy na bazie posiadanych składników, do tego ryż lub makaron i jakieś mięso. Tęsknie
za polskim, domowym jedzeniem! dzisiaj oglądałam menu naszej
uniwersyteckiej stołówki - p. Emanuel zrobiłby tu furorę z naszymi
potrawami - dzisiaj krem brokułowy z grzankami, do wyboru pierś z
kurczaka z pieczarkami lub wieprzowina w sosie myśliwskim... do tego
kompot... - wydatek około 3 AUD. Może macie zimniej, ale jakie
możliwości jedzenia pysznych rzeczy!
Co do trunków - w pierwszym
dniu naszej tu obecności poszłyśmy coś spróbować zjeść w jednej z
campusowych restauracji i napić się lokalnego piwa. Poprosiłyśmy
oczywiście o typowe australijskie piwo. Sympatyczny barman najpierw nas
zmierzył wzrokiem, potem się uśmiechnął i powiedział: drogie panie nie
polecam! Australijskie piwo jest tanie, ale strasznie niedobre. Nie
warto próbować... I nalał nam innego - chyba Hainekenna. Tak wiec już
wiecie - jeżeli chcecie wyznaczyć światowy szlak piwny omijajcie
Australię, bo w tym zakresie nawet lokalsi twierdzą, że nie warto (nie
mniej jednak jak tylko znajdziemy sklep z alkoholami to kupimy 1 butelkę
i spróbujemy, bo przecież mógł nas Chłopak wpuszczać w maliny i przejdą
nam koło nosa dzikie doznania smakowe :)
To tyle na dziś
relacji. W następnym odcinku o Ewie i Ani, którym żyć przyszło pod
dachem z 4 facetami ;) lub aborygeńskie spotkania (temat do wyboru -
czekam na glosy)
Ps.
Zapomniałam dodać coś o mojej chińskiej rodzinie - ich życie głównie
toczy się przy stole i kręci wokół jedzenia. Nasi współlokatorzy też
pichcą, ale to przy innej okazji ;)
Zasyłamy moc serdeczności
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz