poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Listy z podróży do Australii - cz. 2

Dobry wieczór :)

doskonale wiem, że u Was jest wczesne popołudnie, ale za moim oknem już całkiem ciemno, a chińska rodzina, która mieszka vis a vis mojego okna zasiadła do kolacji (mam tu takie małe laboratorium obserwacyjne - ogólnie chwilami bardziej reality show, ale częściej taka nieco soup opera ;)

Kilka refleksji na prośbę tych co odpisali i w odruchu masochistycznym poprosili o jeszcze ;)

po pierwsze odpowiadając na pytanie czy w Australii są jacyś LUDZIE?? Kochani - a my? Na zdjęciach jest Ewa, ja jestem! Mało Wam ludziów?? a tak poważnie to jest dla nas sporym szokiem - sporo (naszym zwyczajem) spacerujemy, chodzimy gdzie oczy poniosą (i pozwolą nogi;) - najczęściej po drodze nie spotykamy nikogo... Piękne szerokie chodniki, ścieżki rowerowe, a na nich pustka... o tym, że w okolicznych budynkach są ludzie świadczą liczne parkingi zapchane samochodami.

Na Uniwersytecie też trudno uwierzyć, że jest tam ponad 60 tysięcy studentów (znowu wskaźnik mnóstwo parkingów i aut). Całość położona jest jednak na prawie 180 hektarach ziemi. Studenci po wyjściu z zajęć rozpierzchają się albo na stołówki (tu bywa tłoczno), albo z własnym jedzeniem siadają w przytulnych zakamarkach zatopionych  zieleni. Nie ma tłoku, przepychania... Jest bardzo multi-culti, ale niezręcznie nam robić zdjęcia, gdy jedzą lub leżą na wygodnych pufach ;) uliczki campusu są przeważnie puste. Zawsze można znaleźć miejsce do siedzenia lub poleżenia (porozkładane leżaki, pufy).

Z innej beczki - Na "dzień dobry" dostałyśmy klucz do swoich (oddzielnych!!) pokoi, a tam widok na Perth (9 piętro)< ale przede wszystkim super komputery, półki, a na piętrze kuchnia do dyspozycji - generalnie piętro z adnotacją - dla pracowników (przeznaczone do pracy naukowej). Wszyscy są dla nas bardzo mili. Ciągle pytają czy wszystko w porządku, czy nie trzeba pomóc...

Tym razem by Was nie zamęczać kilka zdjęć - na niektórych ludzie ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz