Dobry wieczór :)
doskonale wiem, że u Was jest wczesne popołudnie,
ale za moim oknem już całkiem ciemno, a chińska rodzina, która mieszka
vis a vis mojego okna zasiadła do kolacji (mam tu takie małe
laboratorium obserwacyjne - ogólnie chwilami bardziej reality show, ale
częściej taka nieco soup opera ;)
Kilka refleksji na prośbę tych co odpisali i w odruchu masochistycznym poprosili o jeszcze ;)
po
pierwsze odpowiadając na pytanie czy w Australii są jacyś LUDZIE??
Kochani - a my? Na zdjęciach jest Ewa, ja jestem! Mało Wam ludziów?? a
tak poważnie to jest dla nas sporym szokiem - sporo (naszym zwyczajem)
spacerujemy, chodzimy gdzie oczy poniosą (i pozwolą nogi;) - najczęściej
po drodze nie spotykamy nikogo... Piękne szerokie chodniki, ścieżki
rowerowe, a na nich pustka... o tym, że w okolicznych budynkach są
ludzie świadczą liczne parkingi zapchane samochodami.
Na
Uniwersytecie też trudno uwierzyć, że jest tam ponad 60 tysięcy
studentów (znowu wskaźnik mnóstwo parkingów i aut). Całość położona jest
jednak na prawie 180 hektarach ziemi. Studenci po wyjściu z zajęć
rozpierzchają się albo na stołówki (tu bywa tłoczno), albo z własnym
jedzeniem siadają w przytulnych zakamarkach zatopionych zieleni. Nie ma
tłoku, przepychania... Jest bardzo multi-culti, ale niezręcznie nam
robić zdjęcia, gdy jedzą lub leżą na wygodnych pufach ;) uliczki campusu
są przeważnie puste. Zawsze można znaleźć miejsce do siedzenia lub
poleżenia (porozkładane leżaki, pufy).
Z innej beczki - Na "dzień
dobry" dostałyśmy klucz do swoich (oddzielnych!!) pokoi, a tam widok na
Perth (9 piętro)< ale przede wszystkim super komputery, półki, a na
piętrze kuchnia do dyspozycji - generalnie piętro z adnotacją - dla pracowników
(przeznaczone do pracy naukowej). Wszyscy są dla nas bardzo mili.
Ciągle pytają czy wszystko w porządku, czy nie trzeba pomóc...
Tym razem by Was nie zamęczać kilka zdjęć - na niektórych ludzie ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz