wtorek, 14 kwietnia 2015

List stacjonarny – kilka słów wyjaśnień czyli oswajanie Bloga i nie tylko


No więc stało się…

Trochę spontanicznie, niespodziewanie, ale jednocześnie nie całkiem przypadkowo. Od wczoraj jestem szczęśliwą (to takie założenie) posiadaczką bloga – miejsca, w którym mam opisywać to czego doświadczam/doświadczamy w naszych małych i dużych podróżach. To nie jest bynajmniej pierwsze moje podejście do bycia Blogerem – już kiedyś nieoceniony Sebastian jeden dla mnie założył. Wirtualna przestrzeń miała służyć rozwijaniu mojego marzenia – wyjazdu w dorzecze Amazonki (nie wiem Sebuś czy to pamiętasz…). Jakoś tak jednak nie potrafiłam wówczas pisać – Może to wina mojego Forum, na którym wówczas sporo pisałam, a może solowy głos Przyjaciela nie wystarczał i musiało zabrzmieć kilka by mnie ośmielić i zachęcić do dzielenia się swoimi spostrzeżeniami? W tym względzie zdecydowanie górował głos Łukasza, który starał się mnie przekonać na tak różne sposoby, że uznałam w końcu, że nie robi tego tylko z grzeczności i sympatii ;) W każdym razie wczoraj po powrocie z pracy opisałam co usłyszałam i w godzinę później stałam się właścicielką nowej wirtualnej przestrzeni, do której Was zapraszam (Sebastian po moim „anonsie”, że chyba założę jakiś blog czy „coś” po kilkunastu minutach podesłał mi całość z pytaniem – i jak Ci się podoba? ;)

To tyle wprowadzenia – obiecuję nie popełnić grzechu zaniechania, ale nie obiecuję, że będę pisała systematycznie. W każdym razie zapraszam :) do czytania, komentowania, poddawania tematów do opisu (na to bardzo liczę).
Zmiana formuły ma tą jedną jasną stronę, że nie będę zaśmiecała co niektórym skrzynki pocztowej ;)

***
A teraz wątek australijski – bo tak pomyślałam, że oprócz kwestii związanych bezpośrednio i na gorąco relacjonowanych chciałabym czasami powracać do tego co jest istotne, a jest echem odbytych podróży. I tu to co mi zaprząta ostatnio umysł, serce i ręce, a czym bym się chciała z Wami podzielić ;) 

Dopiero teraz chyba w pełni uświadomiłam sobie jaka jest ogromna siła przekazu w sieci… W niedzielę wieczorem zamieściłam na Facebooku post (ten sam, który jest poprzednim postem na blogu), a od tego momentu spotkało mnie, a przede wszystkim adresatów pomocy – mnóstwo dobrych słów, gestów i czynów, a oto one:
  • jeszcze w niedzielę odezwały się pierwsze osoby z podesłanymi materiałami metodycznymi w postaci linków do stron i deklaracjami pomocy w postaci książek;
  • w poniedziałek zastałam pierwszą paczkę książek przekazanych przez naszą byłą studentkę, która przeczytała o akcji;
  • zgłosili się do mnie studenci z chęcią pomocy;
  • mam deklarację przekazania książek autorskich Romka Pawlaka z wpisami dla dzieci;
  • z mnóstwa stron Polski płyną słowa o zbieraniu książek i pytania jak je przesłać;
  • organizowane są akcje przez nauczycieli na Śląsku, np. w ramach Tygodnia Dobrych Uczynków;
  • a do tego niespodzianka – za pośrednictwem Facebooka odezwała się do mnie pani z Melbourne – pracuje w bibliotece polskiej i prześle trochę książek do Perth!
Przemku – mam nadzieję, że spełnią się Twoje dzisiejsze słowa – czeka Cię mnóstwo pracy jako Bibliotekarza w szkole:)

Czy to nie piękne echo australijskiej podróży? Tylu fantastycznych Ludzi jest wokół :) 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz